• English
  • Français
  • Polski
  • Русский

Żółte i czerwone ...

Upomnienia i wykluczenia, których widocznym przejawem są pokazywane przez sędziego kartki, to jeden z nierozerwalnych elementów piłkarskiego widowiska. Jednak okoliczności towarzyszące ich pokazywaniu zawsze wywołują kontrowersje. Pomimo tego, że przepisy regulują w sposób precyzyjny sytuacje, w których arbiter sięga do kieszonki po odpowiedniego koloru kartkię, to jednak podjęta decyzja zawsze zawiera w sobie element subiektywizmu sędziowskiego oraz specyfikę zaistniałej sytuacji boiskowej. Tutaj również, podobnie jak w grze zdarzają się błędy i pomyłki: złe ustawienie arbitra, błędna interpretacja zachowań, brak odpowiedniej koncentracji czy komunikacji z asystentami. Można je łatwo wychwycić oglądając po fakcie zapis video. Sędzia nie ma takiej możliwości, podejmuje decyzję natychmiast. Stąd też regulaminy dopuszczają dzisiaj możliwość odwoływania się od błędnie podjętych decyzji upomnienia lub wykluczenia zawodnika. 

Żółte i czerwone kartki oraz konsekwencje ich oglądania dotyczą również trenerów. Najczęściej są wynikiem sytuacji, w której trener nie zgadza się z interpretacją sędziowską lub jego decyzją a swoje niezadowolenie wyraża w sposób zbyt emocjonalny, używając czasem niecenzuralnych słów lub gestów. Istotną sprawę, o której wiadomo stosunkowo niewiele stanowi posiedzenie wydziału dyscypliny, który decyduje o karze dla źle zachowującego się trenera. Najczęściej stosowane są kary finansowe oraz odsunięcia od prowadzenia własnych zespołów w kolejnych meczach mistrzowskich. Brak możliwości kontaktu z zespołem, od momentu pojawienia się ekipy na stadionie aż do zakończenia spotkania, jest dla trenera sytuacją trudną. To nie to samo, co nieobecność zawieszonego za nadmiar kartek piłkarza. Wprawdzie i sam Mourinho został postawiony w takiej sytuacji, ale ja nie rozumiem do końca zasadności takiego karania. Tym bardziej, że orzeczenie winy opiera się najczęściej jedynie na oświadczeniu obrażonego arbitra, które zamieszczone zostało w protokole meczowym. Czy sędziowie czasem nie są zbyt wrażliwi? Czy jednakowo odbierają nerwowe reakcje trenerów? Czy czasami nie oskarżają ich zbyt pochopnie? Czy nie zdaża się im przeszacować zachowania szkoleniowca, któremu często grunt pali się pod nogami? Czy to jest akurat to miejsce, w którym nikt się nie myli?

Nieobecność trenera na ławce podczas kilku meczów może spowodować wiele nieodwracalnych problemów, nie tylko w zespole, ale również i w klubie. Mam tutaj na uwadze nasze ligowe podwórko. Jeżeli trenerowi puściły nerwy i zachował się rzeczywiście nieodpowiednio, to musi ponieść karę. Karę, która musi być dotkliwa, ale powinna dotyczyć tylko samego trenera. Inna sprawa to egzekucja kary odsunięcia od prowadzenia meczu i izolacja od zespołu. Ta kwestia również wymaga sprecyzowania, bo inaczej wywołuje tylko komediowe, medialne śledztwo polegające na wytropieniu miejsca, z którego  trener "nadaje" komunikaty na ławkę rezerwowych. Jakie to ma znaczenie - wiedzą tylko to tylko ci, którzy rzeczywiście doświadczyli takiej sytuacji.

Żółte i czerwone kartki oglądają również trenerzy w zaciszu prezesowskich gabinetów. Bardzo często jest to przejaw "gorącej" oceny pracy szkoleniowca, jaką prezes, czy właściciel klubu wyraża natychmiast po przegranym meczu. Jakie są podstawowe kryteria takiej oceny w odniesieniu do jej czasowego aspektu? Trudno powiedzieć, ponieważ panuje tutaj przede wszystkim właścicielska decyzyjność. Bez wątpienia kluczowym kryterium jest odpowiedni wynik sportowy. Jednak i on ma swoje różne wymiary. Pożądanym wynikiem jest zwycięstwo w meczu ligowym, ale również wygranie ligi. Pomiędzy jednym i drugim są słabe występy, przegrane mecze, kontuzje, zawieszenia piłkarzy i trenerów, mało przychylne medialne artykuły i wiele innych nieprzewidzianych sytuacji. Jak to wszystko dobrze zinterpretować i odpowiednio wyważyć, aby nie "wylać dziecka z kąpielą"? Jak oszacować ryzyko związane ze zmianami trenerskimi? I czy zmiana zawsze oznacza poprawę? 


Marek Zub

 

 

© 2011-2014 Marak Zub.