Licencja UEFA Pro - praca z zespołami od IV ligi do Ekstraklasy Polski
Marek Zub Trener piłkarski

Ścieżka licencyjna

Licencja UEFA Pro - jak wygląda pełna ścieżka kursów trenerskich w Polsce

Dyplom UEFA Pro to najwyższy stopień w europejskim systemie kształcenia szkoleniowców i jedyny, który pozwala samodzielnie prowadzić zespół w Ekstraklasie oraz w rozgrywkach europejskich. Droga do niego zajmuje kilka lat i nie da się jej skrócić. Poniżej opisuję kolejne stopnie, warunki wstępne, realne koszty i to, o czym rzadko mówi się na stronach informacyjnych.

Od czego się zaczyna i po co w ogóle ta cała drabina

System licencyjny w polskiej piłce opiera się na konwencji trenerskiej UEFA, którą przyjęły niemal wszystkie federacje w Europie. Sens jest prosty: dyplom zdobyty w Polsce ma być uznawany w Portugalii, a portugalski w Norwegii. Dzięki temu trener nie musi zaczynać od zera po przeprowadzce, a kluby wiedzą, co kryje się za papierem. Wcześniej panowała pod tym względem kompletna dowolność i każdy kraj robił, co chciał. Pamiętam czasy, gdy uprawnienia zdobywało się na kursie prowadzonym w wojewódzkim związku i nikt nie sprawdzał, czy kandydat kiedykolwiek stał przy linii bocznej. Dziś to nie przejdzie i uważam tę zmianę za jedną z lepszych rzeczy, jakie spotkały nasz zawód.

Drabinę licencyjną trzeba przejść w kolejności. Nie ma skrótów dla byłych reprezentantów, choć w niektórych krajach istnieją przyspieszone ścieżki dla zawodników z określoną liczbą występów na najwyższym poziomie. W Polsce także funkcjonują takie rozwiązania w ograniczonym zakresie, ale i tak nie da się wskoczyć od razu na kurs Pro. Kolejne stopnie to UEFA C, UEFA B, UEFA A i wreszcie UEFA Pro, a obok tego istnieją specjalizacje: licencja dla trenerów bramkarzy, dla trenerów futsalu oraz stopnie Elite Youth A dla pracujących w akademiach. Ta ostatnia jest według mnie mocno niedoceniana, bo daje konkretną wiedzę o pracy z rocznikami młodzieżowymi, o czym piszę też przy okazji szkolenia młodzieży piłkarskiej i etapów rozwoju zawodnika.

Stopnie licencji i uprawnienia, jakie dają

Największe zamieszanie dotyczy tego, do czego konkretnie upoważnia dany dyplom. Ludzie często mylą uprawnienia do prowadzenia zespołu z uprawnieniami do pracy w sztabie, a to dwie różne sprawy. Poniższe zestawienie porządkuje podstawy.

Stopnie licencji trenerskich UEFA i zakres uprawnień w polskich rozgrywkach
StopieńOrientacyjny czas kursuCo pozwala prowadzić
UEFA Cokoło 60 godzinDrużyny dziecięce i amatorskie na poziomie lokalnym, grupy naborowe
UEFA Bokoło 120 godzinZespoły seniorskie w niższych klasach rozgrywkowych, drużyny młodzieżowe
UEFA Aokoło 180 godzinZespoły na zapleczu ekstraklasy, praca asystencka na najwyższym poziomie
UEFA Prookoło 240 godzin plus stażePierwszy trener w Ekstraklasie oraz w europejskich pucharach
UEFA Elite Youth Aokoło 160 godzinPraca szkoleniowa w licencjonowanych akademiach młodzieżowych
UEFA Goalkeeper B i Aod 100 godzinSpecjalizacja bramkarska w sztabie klubowym

Godziny w tabeli traktuj orientacyjnie, bo programy bywają korygowane, a poszczególne edycje różnią się układem zjazdów. Ważniejsze jest coś innego. Każdy stopień wymaga udokumentowanej praktyki między kursami, zwykle co najmniej roku pracy z drużyną. To nie jest formalność do obejścia i słusznie, bo bez tego kandydat przychodzi na kolejny poziom z samą teorią. Widziałem na kursie A ludzi, którzy potrafili pięknie opowiadać o pressingu, a nie umieli ustawić dwudziestu zawodników na boisku tak, żeby ćwiczenie po prostu ruszyło. To się od razu widzi.

Wymagania wstępne, dokumenty i pieniądze

Zanim złożysz papiery, sprawdź trzy rzeczy: aktualność poprzedniej licencji, liczbę udokumentowanych miesięcy pracy oraz termin naboru w twoim związku wojewódzkim. Licencje mają datę ważności i wymagają odnawiania poprzez udział w konferencjach szkoleniowych. Zdarza się, że kandydat traci rok, bo jego licencja B wygasła trzy miesiące przed rekrutacją na kurs A.

Koszty rosną wraz ze stopniem. Kurs C to wydatek rzędu kilkuset złotych do około dwóch tysięcy, B mieści się zwykle w przedziale kilku tysięcy, A potrafi kosztować kilkanaście tysięcy, a Pro liczy się w kwotach kilkudziesięciu tysięcy złotych. Do tego dochodzą dojazdy na zjazdy odbywające się w różnych miastach, noclegi, wyżywienie i wyjazdy zagraniczne wpisane w program. Sporo klubów partycypuje w kosztach, ale trzeba o to zapytać przed podpisaniem umowy, a nie po. Ja swoje kursy i staże w dużej mierze finansowałem sam i traktowałem to jako inwestycję w warsztat, o czym więcej piszę na stronie o mojej drodze zawodniczej i trenerskiej.

Jak wygląda kurs od środka

Zjazdy dzielą się na blok teoretyczny i praktyczny. Teoria obejmuje teorię treningu, fizjologię wysiłku, psychologię sportu, przepisy gry, elementy prawa sportowego, zarządzanie zespołem oraz analizę meczową. Praktyka to prowadzenie jednostek treningowych przed komisją i przed kolegami z kursu, co bywa trudniejsze, bo grupa ocenia bezlitośnie. Na wyższych stopniach dochodzą staże w klubach zawodowych, przygotowanie pracy końcowej i obserwacje meczów z pełnym raportem analitycznym.

Egzamin na Pro to nie jest test wyboru. Musisz obronić projekt pracy z konkretnym zespołem, uzasadnić modele gry, pokazać plan sezonu i odpowiedzieć na pytania komisji, która drąży dokładnie tam, gdzie masz najsłabiej. Pamiętam, jak jeden z egzaminatorów zapytał mnie nie o taktykę, ale o to, co zrobię, gdy zawodnik z podstawowego składu odmówi wejścia na boisko. To pytanie o zarządzanie, nie o piłkę. I bardzo dobrze, bo na tym poziomie trener jest przede wszystkim menedżerem grupy ludzi.

Praktyczna wskazówka: nagrywaj własne treningi od pierwszego roku pracy. Na kursie A i Pro materiał wideo z własnych jednostek jest wart więcej niż dziesięć przeczytanych książek, bo pokazuje, jak naprawdę mówisz do zawodników i ile czasu marnujesz na organizację ćwiczeń.

Najczęstsze błędy kandydatów

Pierwszy błąd to traktowanie kursu jako formalności do odhaczenia. Ludzie przychodzą po papier, a nie po wiedzę, i widać to po dwóch dniach. Drugi to brak praktyki między stopniami. Jeżeli między kursem B a A nie prowadziłeś realnie żadnego zespołu, wracasz do teorii i tracisz kontakt z boiskiem. Trzeci błąd jest bardziej subtelny: kopiowanie modeli gry z klubów o zupełnie innych zasobach. Na egzaminie potrafi to wyglądać efektownie, w praktyce rozpada się przy pierwszym zderzeniu z drużyną, która nie ma zawodników do takiego stylu.

Czwarty problem to zaniedbanie strony komunikacyjnej. Trener po Pro musi umieć rozmawiać z mediami, z zarządem, z rodzicami w akademii, z zawodnikiem, którego właśnie wysadził ze składu. Kursy poświęcają temu coraz więcej czasu, ale wielu kandydatów traktuje te bloki jako mniej ważne. To błąd, który później kosztuje pracę. Piąty, wcale nie najrzadszy, to lekceważenie planowania obciążeń. Można świetnie prowadzić pojedynczą jednostkę i kompletnie nie panować nad sumą tygodnia. Rozwijam ten wątek przy okazji metodyki treningu piłkarskiego i planowania mikrocyklu, bo to temat na osobny tekst.

Co się dzieje, jeśli zignorujesz te sprawy? Zwykle nic spektakularnego od razu. Dostajesz licencję, dostajesz klub, wygrywasz kilka meczów. Problem pojawia się w drugim sezonie, kiedy trzeba zbudować coś dłuższego niż seria wyników. Wtedy okazuje się, że nie masz własnej metody, tylko zestaw ćwiczeń skopiowanych z internetu, a zespół po pół roku przestaje reagować. To najczęstszy powód, dla którego trenerzy znikają po dwóch sezonach i nie wracają.

Czy licencja gwarantuje pracę

Nie gwarantuje. To trzeba powiedzieć wprost, bo krąży sporo złudzeń na ten temat. W Polsce dyplomy Pro ma około stu kilkudziesięciu trenerów, a miejsc pierwszego szkoleniowca w Ekstraklasie jest osiemnaście. Licencja otwiera drzwi, ale nie wprowadza do środka. Decyduje sieć kontaktów, dotychczasowe wyniki, opinia w środowisku i przypadek, którego nie warto lekceważyć. Wiele nominacji zapada dlatego, że ktoś kogoś znał i za niego ręczył.

Z drugiej strony bez tego papieru nie ma nawet rozmowy. Regulaminy licencyjne są sztywne i klub, który zatrudni trenera bez wymaganych uprawnień, naraża się na kary. Więc odpowiedź brzmi: licencja jest warunkiem koniecznym i zdecydowanie niewystarczającym. Traktuj ją jak prawo jazdy. Masz je i możesz jechać, ale to, czy dobrze prowadzisz, wyjdzie dopiero na drodze. Jeśli myślisz o karierze poza linią boczną, przydatne będzie też spojrzenie na rolę dyrektora sportowego i budowę pionu szkoleniowego w klubie, bo coraz więcej szkoleniowców z dyplomem Pro trafia właśnie na takie stanowiska.

Co zostaje po latach nauki

Kiedy patrzę wstecz na wszystkie kursy, zjazdy, egzaminy i staże, mam mieszane uczucia. Część zajęć była stratą czasu, zwłaszcza te prowadzone przez ludzi, którzy nigdy nie stali przy linii bocznej podczas meczu o stawkę. Ale wystarczyło kilka spotkań z praktykami, żeby cała inwestycja się zwróciła. Największą wartością kursów nie jest program, tylko ludzie. Grupa dwudziestu trenerów zamkniętych na tydzień w jednym ośrodku wymienia się doświadczeniem intensywniej niż jakikolwiek wykładowca. Rozmowy przy kolacji dają więcej niż prezentacje.

Druga rzecz, której się nauczyłem, to pokora wobec własnych przekonań. Przychodzisz na kurs A z gotowym poglądem na piłkę i wychodzisz z niego z listą wątpliwości. To zdrowe. Trener, który jest pewien wszystkiego, zatrzymuje się w rozwoju i po dziesięciu latach powtarza te same rozwiązania w zupełnie zmienionej rzeczywistości. Piłka zmieniła się przez ostatnie dwie dekady bardziej niż przez poprzednie pięćdziesiąt lat. Zmieniło się tempo gry, przygotowanie motoryczne, dostępność danych, sposób komunikacji z zawodnikiem. Jeśli tego nie śledzisz, wypadasz z obiegu, choćbyś miał najwyższą licencję na świecie. I dlatego uważam, że dyplom Pro to nie koniec drogi, tylko moment, w którym uczysz się już wyłącznie sam, bez programu i bez komisji, która ci powie, czy idziesz w dobrą stronę.